przekleństwo cara iwana

„Przekleństwo cara Iwana” Maciej Jastrzębski – recenzja

„Przekleństwo cara Iwana” to raczej niezbyt znana pozycja na rynku wydawniczym. Sięgnęłam po nią w ciemno i pełna obaw – głównie dlatego, że mamy tu do czynienia z tłem historycznym, a ja za takimi książkami nie przepadam. Bałam się, że ta powieść mnie zanudzi. Czy tak się stało? Czytajcie dalej…

Początek rzeczywiście mi się dłużył. Autor byt długo wprowadza nas w realia opisywanych wydarzeń, wtrącając niepotrzebne dygresje. Zwłaszcza, że powieść ma swój początek w XV wieku a miejscem akcji jest ówczesna Moskwa. Jednak, wiele szczegółów okaże się później niezbędnymi w zrozumieniu funkcjonowania dawnej oraz współczesnej Rosji. Pierwszymi bohaterami, jakich poznajemy jest car Iwan Groźny oraz stary mnich Wasyl, którego władca poprosił o pomoc w tłumaczeniu starożytnych zwojów oraz ksiąg. Car wierzy bowiem, że znajdują się w nich wskazówki, dzięki którym można zobaczyć przyszłość i zdobyć władzę absolutną oraz nieśmiertelność. Mnich przystępuje więc do żmudnej pracy. Ma jednak świadomość, że ukryta w księgach wiedza wiąże się z igraniem z nieczystymi mocami, a chciwy car może ją wykorzystać przeciwko niewinnym ludziom. W kolekcji Iwana Groźnego znajduje się również tajemnicze lustro, które miało niegdyś należeć do króla Salomona. Dzięki jego wykorzystaniu można było zobaczyć przyszłość, a mnich, na polecenie cara, ma odkryć, w jaki sposób z niego korzystać.

W kolejnych rozdziałach przenosimy się do współczesnej Rosji, gdzie poznajemy Julię, młodą doktorantkę wydziału historii literatury rosyjskiej oraz jej partnera Aleksandra – dziennikarza telewizyjnego. Dzięki pomocy sąsiada, Saszy i Julii udaje się odnaleźć dziennik z zapiskami niemieckiego odkrywcy, który ma wskazywać miejsce ukrytej w moskiewskich podziemiach biblioteki cara Iwana Groźnego. Julia i Aleksander, wraz z grupą podobnych im pasjonatów moskiewskich legend, wyruszają w niebezpieczną podróż w głąb ukrytych pod Kremlem tuneli. Jednak okazuje się, że nie tylko oni interesują się tym intrygującym odkryciem i wkrótce wyprawa Julii i jej przyjaciół przeistacza się w śmiertelnie niebezpieczne zadanie.

Od tego momentu (czyli gdzieś w połowie) książka w końcu zaczyna się rozkręcać. Autor wciąga nas w podziemia moskiewskiego metra i przeprowadza przez tajemne tunele oraz komnaty o istnieniu których krążą jedynie legendy. Pan Jastrzębski znakomicie rozbudza wyobraźnię czytelnika. Czytając opis wędrówki głównych bohaterów czułam się tak, jakbym kroczyła kanałami ramię w ramię razem z nimi. Co więcej, bardzo polubiłam Julię, Aleksandra oraz towarzyszących im przyjaciół. Są to postaci z krwi i kości, a każdy z nich ma w sobie coś specyficznego. Mam jednak małe zastrzeżenie co do 13-letniej córki Aleksandra, która została przedstawiona mało wiarygodnie i niejeden czytelnik pewnie zauważy, że jest zbyt elokwentna oraz oczytana, jak na swój wiek. Jednak największym absurdem był dla mnie fakt, że ojciec dzielił się z córką najdrobniejszymi szczegółami planu poszukiwań, tym samym narażając jej życie i wplątując ją w niebezpieczną intrygę. Nie przekonali mnie również agenci służb specjalnych, których autor przedstawił jako sympatycznych, równych gości, nie chcących nikogo skrzywdzić. Ale jeżeli rzeczywiście tacy są, to wielkie uznanie z mojej strony.

Co do stylu autora, to jest on dopracowany i bardzo wyważony. Pomijając lekko nużący wstęp, resztę książki czyta się lekko i z rosnącym zaciekawieniem. „Przekleństwo cara Iwana” bez wątpienia spodoba się wszystkich fanom mistycyzmu oraz tajemniczych legend. Ja niestety nie jestem wielbicielką mitów, magii oraz podróży w czasie, więc nie potrafiłam czerpać z tej książki tyle rozrywki, ile autor rzeczywiście chciał czytelnikowi zapewnić.

Mimo tych wszystkich drobnych niedociągnięć powieść polecam.

Ogólna ocena: 3,5/5

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editio.