„Pod kluczem” Ruth Ware – recenzja

Biorąc w końcu tę książkę do ręki, nie spodziewałam się, że wbije mnie w fotel na dwa dni. Niesamowity pomysł na fabułę, wspaniale skonstruowane postaci oraz mroczny wiktoriański klimat,  w którym tajemnice starej posiadłości przeplatają się z niebezpieczeństwami, jakie kryje w sobie nowoczesna technologia.

Cała powieść została przedstawiona z perspektywy głównej bohaterki, Rowan. Młoda kobieta przypadkowo znajduje w sieci ofertę pracy dla niani. Pracodawcy, Bill i Sandra Elincourt, mieszkający w posiadłości Heatherbrae w Szkocji, w zamian za opiekę nad czwórką ich dzieci oferują bardzo wysokie wynagrodzenie oraz darmowe zakwaterowanie. Rowan, bez chwili zastanowienia rzuca swoją obecną pracę i wyrusza do małego miasteczka Carn Bridge, aby przez najbliższy rok zajmować się dziećmi Elincourtów. Na miejscu okazuje się, że wokół domu krąży mnóstwo niepokojących historii. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać, co mogło odstraszyć poprzednie nianie, że tak szybko rezygnowały z pracy w Heatherbrae. Dzień po dniu próbuje oswoić się z nowoczesną technologią zainstalowaną w całym domu i odkrywa jego kolejne sekrety. To upiorne połączenie wiktoriańskiego stylu oraz wżerającej się w niego nowoczesności przyprawia ją o dreszcze. Jej niepokój dodatkowo wzrasta, kiedy pewnej nocy zostaje wyrwana ze snu przez odgłos kroków nad jej pokojem. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jej sypialnia znajduje się na ostatnim piętrze, a nigdzie nie ma żadnych schodów, które mogły by prowadzić na strych…

Rozdrażnienie oraz złe samopoczucie kobiety jest dodatkowo podsycane pogłębiającym się konfliktem pomiędzy nią, a jej podopiecznymi. Dziewczynki od początku są w stosunku do niej nieufne i próbują zrobić wszystko, aby Rowan jak najszybciej zrezygnowała z posady. W dodatku w domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Znika klucz od pomieszczenia gospodarczego, okno w pokoju samo się otwiera, w środku nocy włącza się głośna muzyka w całym domu a aplikacja odmawia dostępu. I w dodatku te pojawiające się co nocy kroki… Skrzyp…skrzyp… Jakby ktoś się przechadzał w tę i we w tę. Jednak, pomimo wyczerpania, kobieta postanawia za wszelką cenę odkryć, co kryje w sobie posiadłość Heatherbrae i dlaczego ktoś, lub coś, chce ją stamtąd przegonić.

Przyznam szczerze, że już dawno nie czytałam tak dobrego thrillera. Nic w tej książce nie jest oczywiste ani przewidywalne. Autorka stopniowo potęguje napięcie i odkrywa przed czytelnikiem kolejne mroczne tajemnice. Początkowa atmosfera beztroski przeradza się powoli w irytację oraz zakłopotanie, aby w końcu wzbudzić strach i panikę. Mroczny klimat wiktoriańskiej powieści jest tu bardzo namacalny, a wszystko to jest podsycane wtrąceniami o duchach oraz tajemnicy niewyjaśnionej śmierci sprzed lat, której strzegą mury posiadłości Heatherbrae.

Świetny thriller, który przyprawia o gęsią skórkę. Polecam!

Moja ocena: 5/5.

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.