„Żelazne werble” Tomasz Sadowski – recenzja

„Żelazne werble” to wizja świata przyszłości, w którym trwa demograficzny kryzys wywołany przez azjatycką korporację. Na rynek została wypuszczona kobieta-robot, na punkcie której oszaleli mężczyźni na całym globie. Niewielu jest już takich, którzy pragną założyć normalną rodzinę z kobietą z krwi i kości, która może wydać na świat potomstwo. Każdy pragnie posiadać idealną robotkę, która wyglądem łudząco przypomina żywą kobietę. Ba! Nabywca może sobie nawet wybrać jej kolor skóry, wzrost, sylwetkę a nawet dziedzinę, w której robotka będzie się specjalizować. Ten niezwykły postęp technologiczny doprowadza jednak do sytuacji, w której zaczyna brakować płci żeńskiej w społeczeństwie, a Chiny przystępują do ataku na swoich sąsiadów.

Pojawiają się również tak zwani łowcy, którzy polują na kobiety, szczególnie te młode, zdolne do prokreacji. Powstają liczne farmy, na których niewiasty są przetrzymywane tylko po to, aby rodziły dzieci. Kiedy ich zdolności reprodukcyjne już się wyczerpią, zostają sprzedane do domu publicznego lub po prostu umierają z wycieńczenia.

Na szczęście, są też wciąż tacy ludzie, którym zależy na przywróceniu ładu sprzed lat. Jednym z nich jest główny bohater, Kris – były wojskowy. Mężczyzna zajmuje się tropieniem i likwidowaniem łowców oraz odbijaniem z ich rąk porwanych kobiet. I chociaż jego działanie jest zacne i godne podziwu, to Kris w ogóle nie przypadł mi do gustu. Został przedstawiony, jako niewyżyty seksualnie podrywacz, który ślini się na widok każdego kobiecego dekoltu, a każdą napotkaną kobietę od razu chce zaciągnąć do łóżka. I chociaż nie w smak mu obecna sytuacja na świecie, to sam jest w posiadaniu dwóch robotek, które początkowo służą mu jako sex-zabawki, a potem wpada na pomysł aby wykorzystać je w celach militarnych.

Oprócz prostackiego usposobienia Krisa, w książce przeszkadzała mi również typowo męska terminologia. Co rusz musiałam się zagłębiać w tajniki używanej przez mężczyznę broni, dronów, pancernych pojazdów oraz szeroko pojętej wiedzy militarnej. Wciąż mam jednak w głowie przeczucie, że gdyby to był film, to pomysł na tę historię wypadł by o wiele lepiej.

I chociaż styl i język w książce wcale nie były takie złe, to jednak „Żelazne werble” na pewno bardziej przypadną do gustu mężczyznom, niż kobietom.

Moja ocena: 2,5/5.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.